Ojciec Aleksandra Kwaśniewskiego – Izaak Stolzman – mordował Polaków i Żydów

 Aleksander Kwaśniewski

Ojciec Aleksandra Kwaśniewskiego był Żydem rosyjskim w stopniu pułkownika NKWD, „wcielony” w Polaka do organizowania nadzoru UB na terenach Pomorza Zachodniego i Północnego.

Pod koniec lat czterdziestych zmienił imię i nazwisko na Zdzisław Kwaśniewski. NKWD zaopatrzyła go w dyplom ukończenia wyższych studiów medycznych na uniwersytecie w Poznaniu i niezbędne dokumenty dla uwiarygodnienia wykonywanego zawodu lekarza medycyny.

Izaak Stolzman oskarżony jest o mordowanie patriotycznej ludności polskiej na Kresach Południowo–Wschodnich II RP i w Małopolsce Wschodniej oraz grabież i popełnianie zbrodni na Żydach w gettach w okresie okupacji niemieckiej Wileńszczyzny i Białorusi.

Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Polski, Izaak Stolzman dowodzący oddziałem NKWD w latach 1945-1947 – dopuścił się zbrodni ludobójstwa na jeńcach niemieckich, marynarzach szwedzkich, żołnierzach AK, NSZ i innych formacji zbrojnych.

Dokonał egzekucji w okolicach Borne, Sulinowo (Gross Born), w nie istniejącej obecnie wsi Doderlage, w Berkniewie (Barkenbrucke) koło Bornego SuliNowa, po którym zostały szczątki fragmentów zniszczonych domów. Na terenie tym, będącym poligonem wojsk sowieckich, w okolicznych lasach grzebał swoje ofiary, których kości jeszcze nie zostały odnalezione.

Izaak Stolzman vel Zdzisław Kwaśniewski, pod koniec lat 40-tych i na początku 50-tych, z rozkazu władz NKWD nadzorował i koordynował zbrodniczą działalność powiatowych i miejskich urzędów bezpieczeństwa publicznego w Drawsku, Białogardzie, Szczecinku, Wałczu, Kołobrzegu, Połczynie, Jastrowie i Okonku.

Uczestniczył również w zbrodniach Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku, Słupsku, Szczecinie, Ustce, Koszalinie i Elblągu.

Oprawca ten pozbawiał życia więźniów przez rozstrzeliwanie, wieszanie, a także gazowanie, jak np. w gdańskiej siedzibie NKWD i przez wstrzykiwanie trucizny, co było wyłączną jego specjalnością.

Poczynania Izaaka Stolzmana vel Zdzisława Kwaśniewskiego były częścią działań sowieckich grup operacyjnych w likwidacji członków polskiego ruchu oporu. Były to grupy kontrwywiadu sowieckiego, działające na terenie Polski zawsze i przede wszystkim przez przydzielonych specjalnie agentów.

W czasie okupacji niemieckiej wywiad sowiecki rzucił na teren Polski tysiące swoich agentów, wśród których był Izaak Stolzman.

Zadaniem ich było ustalenie osób oraz danych o polskim ruchu podziemnym po to, aby mieć adresy i nazwiska osób do likwidacji po wkroczeniu wojsk sowieckich. Byli oni nazywani „łowcami AK – owskich głów”.

Izaak Stolzman vel Zdzisław Kwaśniewski podjął się zacierania swojej zbrodniczej działalności zamykając usta świadkom pod groźbą utraty życia.

W roli lekarza medycyny zamieszkał w Białogardzie przy ul. Bohaterów Stalingradu 10 (obecnie Dworcowej).

Przeobraził się w katolika, co wynika z księgi zawartego małżeństwa w kościele parafialnym w Białogardzie, w którym 6 lutego 1954 r. zawarł związek małżeński.

Zdzisław Kwaśniewski, ur. w 1921 r. w ZSRR poślubił Aleksandrę Pałasz, ur. 28 grudnia 1929 r. w Wilnie, z zawodu pielęgniarkę.

Z małżeństwa tego w domu przy ówczesnej ul. Bohaterów Stalingradu 10, urodził się 15 listopada 1954 r. Aleksander – były prezydent Polski i jego siostra Małgorzata Sylwia, o której wiadomo tylko tyle, że jest w Szwajcarii dyrektorem banku.

Aleksander  Kwaśniewski nie mówi o niej nic.

Ojciec Aleksandra Kwaśniewskiego zmarł w 1990 r. i bez rozgłosu został pochowany na cmentarzu żydowskim w Warszawie. Matkę pochowano w 1995 r. przed wyborami prezydenckimi.

Miała ona pogrzeb katolicki na cmentarzu warszawskim, dzięki uzyskaniu zaświadczenia od proboszcza kościoła parafialnego w Białogardzie. Fakt ten Aleksander Kwaśniewski, bez zachowania prywatności, sprytnie wykorzystał w kampanii prezydenckiej, by zyskać na wiarygodności jako katolik.

Były kierownik UB w Drawsku Pomorskim, Wacław Nowak, wyjawił, że Zdzisław Kwaśniewski, ojciec byłego prezydenta R.P., to sowiecki zbrodniarz wojenny winny zbrodni przeciwko narodowi polskiemu.

Wacław Nowak mieszkał jako emeryt w Koszalinie przy ulicy Powstańców Wielkopolskich 22. Kilka miesięcy przed śmiercią w 1994 roku wyznał, że UB i NKWD zamordowało AK-owców, NSZ-owców i uczestników ruchu oporu na Pomorzu Zachodnim w 1945 roku, do czego on sam się przyczynił.

Wacław Nowak kierował operacjami UB w rejonie: Drawsko, Czaplinek, Jastrowie, Połczyn, Białogard i Kołobrzeg.

Otrzymywał rozkazy bezpośrednio od NKWD z placówek w Gross-Born (Borne-Sulinowo), Białogardzie i Rawiczu. Występował on pod przybranym nazwiskiem „Wacław Nowak” nadanym mu przez NKWD w trakcie nominowania go na stanowisko kierownika UB w Drawsku w 1945 roku. Jego prawdziwe nazwisko zdradzało jego rodowód żydowski.

Z nakazu NKWD Wacław Nowak wychwytał żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i organizacji antysowieckich, ukrywających się na podległym mu terenie. Uczestniczył  w obławach na grupy żołnierzy Wileńskiej 5-tej Brygady AK oddziału majora Zygmunta Siendzielerza ps. „Łupaszka” (wcześniej należącego do 4-tej Brygady), które przedostawały się do lasów Pomorza Zachodniego. Złapanych odstawiał do obozu koncentracyjnego NKWD w Barkenbryge (Barkniewo) koło Gross-Born Borne (Sulimowo).

(Wacław Nowak znał tylko niemieckie nazwy miejscowości.) Był to obóz przejściowy. Stamtąd były dla AK-owcóow tylko dwa wyjścia: do Rosji albo na „rozwałkę”.

Enkawudzistą, który nadzorował zbrodniczą działalność UB, w tym zbrodnie Wacława Nowaka, był Izaak Stolzman. AK-owców rozstrzelano we wsi Doberlage położonej około 5 km na północ od Nadarzyc.

Wieś ta jest opuszczona od tamtego czasu, nawet jej nazwa wyszła z użycia. Zostały po niej tylko resztki murów i fundamenty. Zwłoki zakopano w okolicznych lasach. Jedne przykryto niewypałami, inne także minami i zasypano ziemią.

Nowak zapamiętał tylko trzy nazwiska spośród zamordowanych żołnierzy AK: Jerzy Łoziński, Stanisław Subotrowicz i Witold Milwid, (ich przesłuchiwano najdłużej). UB-owcy zastrzelili ich w Doberlage w obecności Wacława Nowaka i Izaaka Stolzmana.

Stolzman przygotowywał również procesy polityczne młodzieży szkolnej.

W Wałczu doprowadził do skazania uczniów Bogdana Szczuckiego, Mariana Baśladyńskiego i Feliksa Stanisławskiego, a w Białogardzie Pszczółkowskiego i Tracza na więzienie i pracę w kopalniach węgla.

Wacław Nowak spotkał Izaaka Stolzmana kilka lat później w Urzędzie Bezpieczeństwa w Białogardzie, ale on nazywał się już inaczej. Zmienił nazwisko na Zdzisław Kwaśniewski.

Autor i źródło: wrealu24.pl

 

Formularz z NeTeS



Foto: „Aleksander Kwaśniewski” (CC BY 2.0) by DrabikPany

Przeczytaj koniecznie:

15 Responses to “Ojciec Aleksandra Kwaśniewskiego – Izaak Stolzman – mordował Polaków i Żydów”

  • Mirosław on 8 lutego 2019

    Jak czytam te straszne rzeczy nie wierzę że syn takiego potwora mógł zostać prezydentem wolnej polski i nie rozumiem dlaczego nie jest to nagłaśniane w mediach , przecież każdy polak powinien to wiedzieć…..

  • Adam Czyż on 24 lutego 2019

    Jak Polska mogła funkcjonować wśród tylu zdrajców, dlaczego w wolnej Polsce nikt nie rozlicza tych moskiewskich namiestników i bandytów? Żądamy rozliczenia tych bandytów i wyalienowania ich miotu z życia publicznego na zawsze. Czy czekamy aby ten śpiący miot obudził się jako zielone ludziki?

  • Doris on 16 czerwca 2019

    Dlaczego nie ma dalszej czesci artykulu,w ktorym piane byly szczegolowo zbrodnie,torture jakie osobiscie wykonywal Stolzman????

  • Adam on 7 września 2019

    Takie pomioty bandytów i zdrajców opanowały najważniejsze instytucje w Polsce. Dlaczego ta czerwona zaraza nadal działa, to uśpione zielone ludziki. Dlaczego przykrywają swoje zbrodnie przez zmianę nazwisk, na ogół żydowskich? Bezkarnie nadal grabią nasz majątek i drwią z opanowanego przez swoich kumpli wymiaru sprawiedliwości. Kiedy pozbawimy bandytów tytułów, odznaczeń, stopni wojskowych, obywatelstwa polskiego, wyłudzonych majątków itp. nawet pośmiertnie?

  • ZENON on 17 września 2019

    Poznałem osobiście Pana Henryka Mordasewicza z miejscowości Ciosaniec.Majora Armi Krajowej osiedlonego na Pomorzu w 1946 roku.obóz Barkenbricke znajdował się w lini prostej około 3km.człowiek ten osobiście poznał Pana Izaaka Stolzmana w stopniu pułkownika Armi Radzieckiej,który urzędował w Jednostce Wojskowej w Bornem Sulinowie.Pan Henryk poznał również komendanta obozu kapitan Zakalpina.Chętnie podzieliłbym się wszystkimi wiadomościami usłyszanymi od tego Pana Henryka..Nie wiedziałem że dożyje tych czasów że prawda wyjdzie na jaw..

  • Robert on 17 września 2019

    Zenon

    Proszę się podzielić wiadomościami.

  • Colas Bregnon on 26 października 2019

    Szefowie Syndykatu Zbrodni cz. I
    „Są w Ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich nie przekreśli….” tak pisał poeta. Domorosły historyk Jacek Kuroń stwierdził na sesji „Marzec 1968”, zorganizowanej w 1981 r. na Uniwersytecie Warszawskim, że nie wydaje mu się ważne ilu było Żydów w UB. To, co nie było ważne dla Kuronia, musi być jednak bardzo ważne dla ogółu Polaków, dla naszej wiedzy o najnowszej historii Polski. Jest ważne gdyż to nie Polacy wyłamywali palce innym Polakom, to nie my torturowaliśmy swych własnych braci tylko dlatego że walczyli o Polskę pod innym niż czerwony sztandarem. Ślepe i tępe okrucieństwo nigdy nie było naszą cechą narodową.
    Ilu ich i kim faktycznie byli siepacze z UB?
    Przeważająca większość z nich było Żydami. Począwszy od Bermana i Romkowskiego do Brystygierowej i Fejgina, czy na tacie Kwaśniewskim-Sztolzmanie, zakończywszy. Postępowali z wrodzonym dla przedstawicieli tego narodu, ze Starego Testamentu znanym jeszcze, okrucieństwem. Nigdy nie czując się Polakami bez oporów moralnych wkręcali palce żołnierzom AK w imadła, wyrywali im paznokcie czy podłączali ich ciała do akumulatora.To oni wymyślili hasło; „Ulice wasze, domy nasze” i tego mimo Strachu nie wolno nam zapomnieć.
    Najsprytniejszy nawet „Europejczyk” – manipulator z „Gazety Wyborczej” czy „Polityki” nie może zaprzeczyć temu podstawowemu faktowi, że niemal wszyscy faktyczni dyrygenci terroru ubeckiego w Polsce byli Żydami z pochodzenia. Zaprzeczanie temu byłoby czymś groteskowym.
    Aby zrozumieć, jak absurdalne i nie mające niczego wspólnego z obiektywną prawdą historyczną są wszelkie próby wybielania roli Żydów w UB, wystarczy po prostu przyjrzeć się dokładnie czołowym postaciom dominującym w stalinowskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, czyli faktycznym syndykatem zbrodni w ówczesnej Polsce. Okaże się wówczas, że wszyscy czołowi prominenci MBP (poza jednym ministrem-figurantem Stanisławem Radkiewiczem) byli komunistami pochodzenia żydowskiego. A działo się tak nieprzypadkowo, lecz zgodnie ze stałą zasadą Stalina: dziel i rządź, wykorzystującą ludzi z mniejszości narodowych z Rosji i różnych krajów ujarzmionych przez ZSRR do tym lepszego podporządkowywania narodów w nich zamieszkujących, niszczenia ich uczuć narodowych i religii, które wyznawali. Do tego zaś najlepiej nadawali się ludzie jak najdalsi od patriotyzmu polskiego, węgierskiego, rumuńskiego, czeskiego czy litewskiego, a także od religii chrześcijańskiej, a więc komuniści żydowscy. Fakty są uparte. Nikt w oparciu o nie nie może podważyć stwierdzeń, że właśnie opisana przeze mnie niżej grupa ludzi była najbardziej odpowiedzialna za konsekwentne terroryzowanie Narodu najkrwawszymi sowieckimi metodami. A byli to (poza jednym Radkiewiczem) wyłącznie ludzie narodowości żydowskiej.
    Warto przypomnieć tu dość znamienną opinię prof. Andrzeja Paczkowskiego na temat hierarchii ważności dyrektorów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w dobie stalinizmu. Prof. Paczkowski stwierdził na łamach „Gazety Wyborczej” z l lutego 1996 r., iż poza ścisłym kierownictwem MBP, czyli wiceministrami i ministrami najbardziej aktywni byli: Luna Brystygierowa, dyrektor Departamentu V, Józef Czaplicki, dyrektor Departamentu III i oczywiście Anatol Fejgin, dyrektor Departamentu X. W ten sposób szczególną rolę dyrektorów-Żydów w bezpiece potwierdził, choć nie mówiąc o ich pochodzeniu także prof. Paczkowski, związany ze środowiskiem „Gazety Wyborczej” i nader skłonny do wybielania roli Żydów w antypolskich zbrodniach. Oto oni:

    Berman
    Jakub Berman (ur. 23 grudnia 1901 w Warszawie, zm. 10 kwietnia 1984 w Warszawie) – polski działacz komunistyczny pochodzenia żydowskiego, brat Adolfa Bermana.
    Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. W 1924 roku został członkiem Związku Młodzieży Komunistycznej, a w 1928 – Komunistycznej Partii Polski (KPP). Po niemieckim najeździe na Polskę w 1939 udał się na wschód. Wiosną 1941 został jednym z redaktorów „Sztandaru Wolności” – organu komunistycznej Partii Białorusi. Od listopada 1941 do maja 1943 był kierownikiem polskiego kursu w szkole komunistycznej w Kusznarenkowie, szkoląc działaczy Polskiej Partii Robotniczej (PPR). W grudniu 1943 powołano go na sekretarza wydziału krajowego Związku Patriotów Polskich (ZPP).
    Współorganizator Centralnego Biura Komunistów Polskich oraz Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) w ZSRR (1944), od sierpnia 1944 do maja 1956 członek Biura Politycznego PPR, następnie PZPR, 1952-1954 członek Prezydium Rady Ministrów, 1954–1956 wicepremier. W latach 1949–1954 był członkiem Komisji Biura Politycznego KC PZPR ds. Bezpieczeństwa Publicznego, nadzorującej aparat represji stalinowskich w Polsce, współodpowiedzialny za zbrodniczą działalność Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Koordynował przygotowywania licznych procesów politycznych, prześladowania kilkusettysięcznej rzeszy członków AK, BCh i NSZ. W drugiej połowie lat 40. tak umocnił swoją pozycję, że stanowił wraz z Bolesławem Bierutem i Hilarym Mincem trójkę stanowiącą najściślejsze kierownictwo PZPR. Bez zajmowania eksponowanych stanowisk, kierował ideologią partii komunistycznej oraz aparatem terroru. Był uważany za tzw. „szarą eminencję”.
    Karierę polityczną zakończył w ramach „odwilży październikowej” 1956, w maju 1957 usunięty z PZPR. W 1983 odznaczony medalem Krajowej Rady Narodowej. Jest wujem posła na Sejm Marka Borowskiego.
    Decydujące znaczenie dla sytuacji w stalinowskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego miał fakt, że głównym i niekontrolowanym przez nikogo w Polsce nadzorcą bezpieki w Biurze Politycznym KC PPR, a później Biurze Politycznym KC PZPR był żydowski komunista Jakub Berman, niezwykle dynamiczny i bardzo inteligentny „morderca zza biurka”. To on był też faktycznie osobą Numer Jeden w komunistycznym establishmencie w Polsce, „szarą eminencją” ówczesnej władzy, spychając w cień dużo mniej inteligentnego i bezbarwnego Bieruta. A przede wszystkim posiadając dużo lepsze od niego kontakty na Kremlu. W odróżnieniu od rządzącego Węgrami krwawego Żyda Matyasa Rakosiego Berman nie pchał się jednak na czołowe stanowisko w Polsce. Jak później wyznał w rozmowie z Teresą Torańską (por. jej książkę „Oni”): Zdawałem sobie jednak sprawę, że najwyższych stanowisk jako Żyd objąć albo nie powinienem, albo nie mógłbym (…). Faktyczne posiadanie władzy nie musi wcale iść z eksponowaniem własnej osoby. Zależało mi, żeby wnieść swój wkład, wycisnąć piętno na tym skomplikowanym tworze władzy, jaki się kształtował, ale bez eksponowania się. Wymagało to naturalnie pewnej zręczności. Wycisnął rzeczywiście straszne piętno na wszystkim, czym kierował, będąc głównym dysponentem krwawych bezpieczniackich rozpraw z Narodem.
    Dysponując potężnymi dźwigniami władzy był od początku bezwzględnym rzecznikiem stosowania polityki „twardej ręki””. Już jesienią 1945 r. mówił: Należy utrzymać silną rękę nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz w stosunku do administracji, członków partii itp. (…). Twarda ręka w bezpieczeństwie może wiele pomóc. Inspirował maksymalne stosowanie przemocy wobec PSL-owskiej opozycji, bez przebierania w środkach. W wystąpieniu na posiedzeniu Biura Politycznego KC PPR bezpośrednio po skrajnym zafałszowaniu przez komunistów wyborów ze stycznia 1947 r. mówił: Zmobilizowałem wszystkie siły nacisku moralnego i fizycznego (…). Gdyby świat dowiedział się o prawdziwych wynikach wyborów na całym obszarze Polski, przypuszczono by na nas atak. Berman ponosi zdecydowanie największą odpowiedzialność za krwawy terror doby stalinizmu w Polsce, który nadzorował przez „swoich” ludzi w bezpieczniackim syndykacie zbrodni: głównie R. Romkowskiego, J. Różańskiego i A. Fejgina. Koordynował przygotowania setek procesów politycznych, prześladowania kilkusettysięcznej rzeszy członków Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbrojnych oraz bezwzględną, systematyczną walkę z Kościołem. Dyrektorom departamentów w MBP wielokrotnie zarzucał, że nie doceniają „roli kleru w dywersji przeciw naszej Partii”.
    W przemówieniu na radzie partyjnej w marcu 1949 r. akcentował, że centralnym zagadnieniem jest rozwój agentury bezpieczeństwa, którą trzeba rozbudowywać z całym uporem. Zdecydowanie zwalczał jakiekolwiek próby uwzględnienia narodowej specyfiki w polityce PPR, szczególnie ostro przeciwstawiając się tego typu przejawom w działalności Władysława Gomułki. Należał do głównych rzeczników rozprawy z gomułkowszczyzną, atakując ją jako niebezpieczne „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Po sfabrykowanym procesie byłego komunistycznego ministra spraw wewnętrznych Laszló Rajka i straceniu go jako rzekomego „agenta Tito”, wystąpił na naradzie w KC PZPR solidaryzując się z katami Rajka i zapowiadając szukanie „polskich Rajków”. Prowadził konsekwentną politykę sowietyzacji i rusyfikacji polskiej kultury, dążąc do wytrzebienia polskiego narodowo-katolickiego sposobu myślenia. Ze względu na równoczesne łączenie przez Bermana nadzoru nad bezpieczeństwem i kulturą popularne stało się złośliwe powiedzenie, że odtąd w malarstwie dopuszczone będą wyłącznie trzy kierunki:
    „fornalizm, ubizm i represjonizm”.
    Realizując za parawanem systemu komunistycznego skrajnie szowinistyczną politykę żydowską i tępiąc najlepszych polskich patriotów, nie zważał na konkretne zasługi represjonowanych w akcji ratowania Żydów. Bardzo wymowny pod tym względem był taki oto dialog T. Torańskiej z Bermanem:
    Torańska: – A zamykanie? Na przełomie 1948/1949 aresztowaliście członków AK-owskiej Rady Pomocy Żydom „Zegota”.
    Berman: – No tak, objęło się szeroką gamą wszystkie organizacje związane z AK.
    Torańska: – Proszę pana! UB, w którym wszyscy lub prawie wszyscy dyrektorzy byli Żydami, aresztuje Polaków za to, że w czasie okupacji ratowali Żydów, a pan twierdzi, że Polacy są antysemitami, nieładnie.
    Berman: – Źle się stało. Na pewno źle się stało (T. Torańska „Oni”, wyd. podziemne „Przedświt”, Warszawa 1985, s. 237).
    Usunięty w maju 1956 r. z kierownictwa partii i rządu, ostatecznie uniknął jakiejkolwiek kary (poza usunięciem go w maju 1957 r. ze składu KC i partii). Przez wiele lat spokojnie pracował jako recenzent-konsultant w redakcji historycznej partyjnego wydawnictwa „Książka i Wiedza”. Co więcej, ten największy zbrodniarz PRL-owski za rządów gen. Jaruzelskiego w grudniu 1983 r. został odznaczony w Sejmie Medalem Krajowej Rady Narodowej.
    Nawet po dziesięcioleciach Berman, krwawy morderca zza biurka, nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia za zbrodnie popełnione (na Polakach – wtr. WK) przez Żydów. Przeciwnie, dalej ich oskarżał… o antysemityzm. Z jakże celną ironią opisał tę postawę Bermana (na tle prowadzonej z nim rozmowy przez T. Torańska) żydowski dziennikarz z USA John Sack w książce „Oko za oko” (op.cit., s. 237):
    Potem Jakub został wylany z pracy, wyrzucony z partii i usunięty z Wielkiej Encyklopedii – tę serię nieszczęść Berman, ubrany w stary, szary sweter, sącząc herbatę i z wdziękiem obierając pomarańczę z Izraela, przypisał w czasie pogawędki, którą odbył w ‚1983 r. z należącą do „Solidarności” polską pisarką, polskiemu antysemityzmowi.
    – …społeczeństwo polskie – powiedział Jakub, sącząc herbatę i obierając wychudłymi palcami pomarańczę – „jest w swojej konsystencji bardzo antysemickie”.
    – Pan to mówi? Pan? – obruszyła się kobieta z „Solidarności”.
    – Bo taka jest, niestety, prawda. Moją córkę wielokrotnie przezywano w szkole śledziarą.
    – I nie rozumie… – mówiła pisarka, która całymi godzinami musiała przypominać mu, jak Urząd torturował Polaków, jak wyrywał im paznokcie, wycinał języki, wypalał oczy, nie mówiąc iuż o tym, jak ich zabijał, po czym słuchała, jak Jakub z uporem powtarza, że „Rewolucja to rewolucja”. – I nie rozumie pan dlaczego?
    – Nie… – odpowiedział Jakub.
    Z netu ściągnął i wstępem opatrzył Colas Bregnon

  • Colas Bregnon on 26 października 2019

    Hello
    Jeżeli podało Wam się Czytelnicy tej witryny to co opublikowałem to dalsze cztery części są do przeczytania na https://nudaveritasgazette.pl/, Dział: Historia Wstydem Pisana. Zapraszam.
    Redaktor Naczelny
    Zbigniew W. Gamski

  • Jack on 27 października 2019

    Dopóki tych ludzi się nie rozliczy, Polska będzie krajem zależnym i mało sprawiedliwym, czas na rozliczenia zdrajców Polski…

  • Kuba on 27 października 2019

    Tak to jest prawda.morderstwa popełniał też w Słupsku w Gmachu urzędu NKWD.Dlaczego w Polsce ukrywa się tą prawdę i nie wyciąga wniosków..

  • Mateusz on 1 grudnia 2019

    A dla czego syn ma odpowiadać za czyny ojca

  • Robert on 2 grudnia 2019

    Mateusz
    syn, powinien być osądzony za zdradę Polski…

  • Pat Write on 20 grudnia 2019

    Zydzi byli sa i beda w Polskiej polityce bo sie tak gleboko zakopali ze trudno ich bedzie wyrwac z tego i odsunac od wladzy. to sie dzieje nie tylko w Polsce tylko na calym swiecie . tak sie urzadzili ze wszedzie rzadza i knuja na rozne sposoby. tylko ten z wasikiem wiedzial czym to pachnie i chcial sie pozbyc choc po czesci sam byl jednym znich. straszni ludzie

  • Stanisław on 2 stycznia 2020

    Z tego co wiem w Białogardzie było dwóch felczerów-Lewandowski, którego znałem i właśnie Kwaśniewski.Zatem przypisywanie Kwaśniewskiemu że był lekarzem, to raczej nadinterpretacja. Zresztą nigdy nie widziałem szyldu gabinet lekarski Kwaśniewskiego.

  • Zygmunt Jan Prusiński on 18 stycznia 2020

    Był podwójnym agentem NKWD i GESTAPO. Osobiście w towarzystwie Gestapo na Wileńszczyźnie wieszał żołnierzy AK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *